“Jacek Kuroń zaczął zachodnim dziennikarzom przekazywać informacje: tu pobili, tam pobili, tego wsadzili, tamtego zatrzymali. Robił to jawnie, pod swoim nazwiskiem. Przebił się, bo był wyrazisty. Więc ten numer stał się skrzynką kontaktową, stale musiał ktoś siedzieć u Jacka i prowadzić dziennik pokładowy: „Dzwonił Kowalski, że zrobili mu rewizję”. „Dzwoniła żona Malinowskiego, że go zatrzymali”. Zachodni dziennikarze zaczęli pisać o Jacku „rzecznik KOR”. Innych to trochę denerwowało. że ktoś wychodzi na czoło. Antek był na to zły. To było wyjaśniane. KOR starał się zachować kolegialność i tego pilnowano. Ktoś powiedział: „Podali za granicą, że szef KOR Jacek Kuroń mówi to i to, a przecież nie mamy szefa”.”
“Nie było wśród korowców zwolenników narodowego powstania. Może zamiast powstania uda się wyciągnąć z muru jedną cegiełkę? Na przykład zawalczyć z obrzydliwymi artykułami w kodeksie pracy.”
“To nie o to chodzi, że to są nasi dawni koledzy. Od lat z nimi nie pracowałam, ludzie się zmieniają, wiem to po sobie. I nie mówię o faszyzmie, ale o tym, że mogą wprowadzić system autorytarny. Mnie najbardziej razi, że można śmierć ludzi traktować instrumentalnie, ogłaszać dwa wybuchy, historię fałszować, wykreślać zasługi dawnych kolegów, nie szanować nikogo, nawet powstańców.”
“To nie jest tak, że dawni korowcy równo na siebie plują! Kto te plujki zaczął? Kto wymyśla od „złodziei” i „komunistów”? Nas pan na tym nie przyłapie. Na niepochlebnych tekstach o Jarku – owszem, bo uważamy, że jest szkodnikiem. Ale nie na obelgach. Nie ma tu symetrii.”