“Kiedy zastanawiam się, jak określić go jednym zdaniem, wciąż przychodzi mi na myśl, że odszedł artysta niedoceniony. Mój pierwszy mistrz, autorytet dla wszystkich, którzy zajmowali się kinem we Wrocławiu. Ambitny, erudyta, niesamowicie oczytany, który całe kino miał w małym palcu. Ale te wszystkie „-izmy”, którymi nas częstował w „Zimowym zmierzchu”, nie wynikały z potrzeby imponowania innym, wyrosły z jego doświadczeń, przemyśleń. A on przy swoich pozorach otwarcia na innych ludzi pozostawał gdzieś w środku zamknięty. Jednocześnie potrafił zaintrygować, fascynować.”
“Kiedy zastanawiam się, jak określić go jednym zdaniem, wciąż przychodzi mi na myśl, że odszedł artysta niedoceniony. Mój pierwszy mistrz, autorytet dla wszystkich, którzy zajmowali się kinem we Wrocławiu. Ambitny, erudyta, niesamowicie oczytany, który całe kino miał w małym palcu. Ale te wszystkie „-izmy”, którymi nas częstował w „Zimowym zmierzchu”, nie wynikały z potrzeby imponowania innym, wyrosły z jego doświadczeń, przemyśleń. A on przy swoich pozorach otwarcia na innych ludzi pozostawał gdzieś w środku zamknięty. Jednocześnie potrafił zaintrygować, fascynować.”